Edukacja i umiejętności twarde to nie wszystko.

System edukacji może i jest pod wieloma względami dobry, ale też w niektórych aspektach moim zdaniem posiada błędy.

Może nie są to błędy dydaktyczne. Bo jednak wielu nauczycieli potrafi świetnie uczyć. Tu raczej chodzi o motywację. Wielu uczniów chodzi do szkoły bo musi. Uczy się bo musi. Bo tak każą rodzice. Bo tak każą nauczyciele.

“Ucz się ucz, wiedza to potęgi klucz! Jak ten klucz zdobędziesz to w szkole woźnym będziesz!”

Żartują niektórzy.

I w sumie ja też trochę wpadłem w pułapkę edukacji. Uczyłem się, ale nie wiedziałem po co.

Część nauczycieli nawet mnie mocno piłowała. Obniżali mi oceny, mimo że umiejętnościami dorównywałem rówieśnikom. Ich zdaniem było mnie stać na więcej i byłem po prostu zbyt leniwy. Co też się zgadzało.

Gdy moi znajomi musieli się uczyć, ja wolałem grać w gierki.

Wtedy myślałem że normalna ścieżka kariery, czyli liceum -> studia -> praca, to wszystko czego potrzeba do szczęścia. I nie trzeba nic poza tym. Starałem się nie wychodzić poza niezbędne minimum.

Jakby brakowało mi patyka z marchewką na końcu sznurka.

Pewnie, nauczyciele i rodzice przekonywali, aby czytać książki i się uczyć. Aby inwestować w siebie i się rozwijać. Ale nie mówili, że dzięki nauce zapewniamy sobie lepszą przyszłość. Że jeżeli postawimy na własną działalność gospodarczą, rozwijanie firmy, podejmowanie ryzyka i przyczynianie się do rozwoju rynku… to mamy po prostu przy odrobinie szczęścia możliwość wybudowania własnego domu, wakacje w ciepłych krajach, kupno drogiego samochodu i po prostu lepsze życie.

A posiadając studia to nie wystarczy. To tak jakby… umieć niezbędne minimum. No umiesz coś tam, ale w skali pracy i odnoszenia sukcesów w życiu to jest mała część tego wszystkiego.

Bo poza umiejętnościami technicznymi, twardymi są jeszcze ważne umiejętności miękkie.

I je jest bardzo ciężko rozwinąć. Wielu nawet o nich zapomina. Nie przykłada do nich uwagi.

Szczególnie jeżeli system edukacji nie ma aż takiego parcia na pracę w grupach (przynajmniej za moich czasów tak było, panował w głównej mierze indywidualizm). Były prace w grupach, ale w dużej mierze zależne od przykładu w podręczniku.

I chyba zacząłem to rozumieć powoli na studiach (w Niemczech, dla wyjaśnienia).

Gdzie próba zrobienia inżynierki solo mode graniczy z cudem. Ilość nieścisłości, organizacji, ilość materiału, czy po prostu małe niedopowiedzenia powodują, że przejście przez to samemu jest naprawdę ciężkie.

Sam jestem na n’tym semestrze. Zacząłem studia, zaliczyłem kilka przedmiotów, poszedłem do pracy, popracowałem i teraz znów wróciłem studiować. I znam w ten sposób praktycznie 3 roczniki Informatyki.

Co zauważyłem? Że osoby, które próbowały przejść studia na “solo mode” mocno się gubią. Powtarzają lata i tak jakoś nieszczególnie wiedzą co ze sobą zrobić. To nie wynika z ich niewiedzy, czy też tego że są słabi. Raczej bardziej z tego, że mają problemy z komunikacją.

Na informatyce jest sporo takich osób. Niby ich znam, niby ich często widzę, ale nie zamieniłem z nimi nigdy słowa. Próbowałem czasem z niektórymi jakoś zagadać przy sposobności, ale potem dawałem sobie spokój.

I tak szczerze to nawet bym niekoniecznie musiał kończyć te studia, ale zauważyłem, że brak inżynierki zamyka mi furtkę do wielu fajnych firm (i jednak w niektórych kwestiach wciąż jestem zbyt słaby).

Człowiek to istota społeczna.

Tworzenie grup, organizacja, branie na siebie odpowiedzialności, czy też rozwiązywanie problemów. To nie są rzeczy, których można nauczyć się z książek. Można sobie książkami pomóc, ale to niewiele daje.

To trochę tak jak nauka o tym jak podrywać kobiety. Niby napisano na ten temat tysiące książek, ale niewiele one dadzą jeżeli nie macie możliwości przetestowania wiedzy w praktyce.

I jeżeli już jakiś czas pracujecie z ludźmi to zauważycie, że wiele rzeczy ludzie nie wyrażają przy pomocy słów. Niektórych rzeczy nawet w ogóle nie mówią.

Mowa ciała, ton głosu, gestykulacja, charakter wypowiedzi. To są rzeczy, które ciężko się nauczyć w dobie internetu, gdzie wymiana informacji najczęściej zachodzi w formie tekstowej.

I poza głównym nurtem nauki, naprawdę zachęcam osoby, aby rozwijać się społecznie.

Znalezienie jakiegoś hobby, które wymaga kontaktu z ludźmi. Coś niezwiązanego z informatyką. Nauka gry na instrumencie, coś artystycznego, kreatywnego. Czy nawet sport drużynowy.

Takie rzeczy naprawdę pomagają i przydają się w życiu.

Może nawet jeżeli wam się wydaje, że tak nie jest.

2 thoughts to “Edukacja i umiejętności twarde to nie wszystko.”

  1. Fajny wpis! Zdecydowanie się zgadzam – Informatyka nie jest (już?) dziedziną gdzie jeden gość w piwnicy napisze angry birds czy facebooka. A umiejętność komunikacji zdecydowanie przoduje w tych ‘nietechnicznych’, ale też nie jest jedyna – pewnie słyszałeś, ale w razie co polecę ‘Soft Skills’ Johna Sonmeza gdzie porusza temat umiejętności miękkich bardzo szeroko.

    A co do marnowania czasu w szkole – również pełna zgoda, ale w Polsce fajną (choć wymagającą i kosztowną) alternatywą jest edukacja domowa 🙂

    Dzięki za posta!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *